Tegoroczne Dni Duchowości Rodzina Salezjańska przeżywała pod hasłem “Niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie (Mt 6,10). Dobrzy chrześcijanie i uczciwi obywatele”. Uczestniczyło w nich około 350 osób.

Dni Duchowości rozpoczęły się 16 stycznia w godzinach popołudniowych od powitania ze strony przełożonego Okręgu Specjalnego Piemontu i Valle d’Aosta (ICP) ks. Enrico Stasiego. Następnie w obrady tych Dni wprowadził wszystkich ks. Eusebio Muñoza, delegat Przełożonego Generalnego ds. Rodziny Salezjańskiej, a Przełożony Generalny zaprezentował Wiązankę na rok 2020. W piątek 17 stycznia przed południem konferencję na temat “Dobrzy chrześcijanie w obecnym kontekście obywatelskim” wygłosił bp Sebastiàn Taltavull, biskup Majorki (Hiszpania), po czym nastąpiła praca w grupach językowych. Po południu swoim świadectwem podzielili się młodzi z salezjańskiego oratorium w Aleppo oraz niektórzy z salezjanów współpracowników i byłych wychowanków salezjańskich. Drugi dzień zakończył się wieczornym czuwaniem modlitewnym w Bazylice Maryi Wspomożycielki. W sobotę 18 stycznia odbył się panel dyskusyjny z udziałem licznych członków poszczególnych grup Rodziny Salezjańskiej na temat: “Współcześni uczciwi obywatele/uczciwe obywatelki podzielający salezjańskiego ducha”. Popołudnie upłynęło pod znakiem poznawania miasta Turyn w ramach wędrówki śladami tzw. świętych społecznych XIX wieku. Wieczorem miało miejsce wielkie święto rodzinne w stylu salezjańskim. W ostatnim dniu, w niedzielę 19 stycznia, po Eucharystii w Bazylice Przełożony Generalny podsumował tegoroczne Dni Duchowości i skierował do uczestników końcowe przesłanie.

627897_E9Uv_IMG_145320E2809420kopia_82

W XXVIII Dniach Duchowości Rodziny Salezjańskiej uczestniczyli również przedstawiciele Stowarzyszenia Salezjanów Współpracowników prowincji wrocławskiej. Chcielibyśmy podzielić się wrażeniami z pobytu w Turynie, stąd zamieszczamy poniżej teksty niektórych uczestników.

1. Radosław Kowalczyk, Salezjanin Współpracownik, prowincja warszawska:

Dni Duchowości Rodziny Salezjańskiej są dla mnie wydarzeniem bardzo istotnym, to moment pięknych spotkań, świadectw, modlitwy. W tym roku uczestniczyłem w Dniach Duchowości po raz trzeci, więc wiedziałem, że podczas 4 dni można się wiele nauczyć. Oczywiście mamy też możliwość wymiany doświadczeń, by później przekazać to wszystko młodym oraz naszej Rodzinie Salezjańskiej w poszczególnych krajach. W tym roku jednak momentem, który wywarł na mnie największe wrażenie, było świadectwo młodych ludzi, którzy przyjechali z Syrii. Ale, żeby być szczerym, nie tylko z punktu programu. Z Sezarem (Sezar Ward, 23 lata, Salezjanin Współpracownik z Aleppo), mogłem porozmawiać także więcej, bo spaliśmy w tym samym pokoju. Sezar jest studentem medycyny. Śpi tylko 4 godziny na dobę, ponieważ ma zajęcia, później praktyki w szpitalu, pracuje także w oratorium jako animator i katecheta, współpracuje z innymi w grupie zajmującej się mediami społecznościowymi, a kiedy wraca do domu – uczy się. W przeszłości tańczył, grał w koszykówkę… i żyje także w czasie wojny. I rzecz najważniejsza – kiedy się rozmawia z Sezarem, widzi się także uśmiech. Nie myśli się: „Ten chłopak wie, co znaczy wojna”. On zawsze podkreśla, że ważniejsi są inni – dzieci, chorzy w szpitalu. „Moje największe marzenie? Chciałbym podróżować bez problemów. Chciałbym studiować w Stanach Zjednoczonych lub w Wielkiej Brytanii, ale oni mówią – jesteś Syryjczykiem!”. Ma komórkę. „Musiałem oszczędzać pieniądze trzy lata, ponieważ miesięczna pensja wynosi ok. 30 euro. Ale ta komórka jest istotna – mogę tworzyć filmy, materiały dydaktyczne, materiały na naszą stronę internetową”. Sezar jest dla mnie wielkim przykładem stylu życia. Nawet jeśli żyje się w trudnych czasach, zawsze należy żyć z uśmiechem, trzeba dawać siebie innym, trzeba zawierzać się Bogu. Co więcej – nie można tworzyć problemów tam, gdzie one nie istnieją! Chcę przez to powiedzieć, że bardzo często w naszych centrach myślimy o rzeczach bardzo małych, o rzeczach mało istotnych. Że bardzo często dyskutujemy i myślimy o wyzwaniach, które można rozwiązać w pięć minut. Dlaczego tak wielu współpracowników nie rozumie sensu solidarności ekonomicznej? Jest to tylko mały wkład, który my możemy ofiarować innym, ale jakże istotny! Ten młody człowiek pokazał mi, że najważniejsze jest działanie. Nie możemy stać w miejscu i lamentować, ze nasze życie jest trudne. Jeśli nie robimy nic, by stawić czoła trudnościom, te problemy nie znikną. Wszystko zależy od nas samych. Musimy ufać Panu Bogu, że Nasz Ojciec jest blisko, gotowy, by pomóc.

20200117_142958

2. Małgorzata Gajos, Salezjanka Współpracownica, prowincja wrocławska:

Po raz pierwszy miałam okazję uczestniczyć w dniach duchowości rodziny salezjańskiej na Valdocco. To było niezwykłe i piękne doświadczenie dla mnie. Nawet się tego nie spodziewałam. Podobało mi się, że mieliśmy czas na wspólną modlitwę, Mszę świętą, śpiewanie (powinno być tego więcej). Poruszyły mnie świadectwa, przede wszystkim z Aleppo, ale także te podczas spotkania Salezjanów Współpracowników. Słuchanie innych salezjanów współpracowników z innych krajów pokazało mi ile pracy i wysiłku my powinniśmy włożyć w zaangażowanie w naszym kraju. To co robią w Libanie, Meksyku, Hiszpanii czy we Włoszech jest niesamowite. Pokazali nam w jakim kierunku powinniśmy iść, by pomóc młodym ludziom i osobom w potrzebie. Cieszę się, że mogłam poznać nowe osoby, także z Polski, ale również z zagranicy. Fajnie, że mogliśmy porozmawiać na różne tematy, podzielić się doświadczeniem i myślami na różne tematy. Jestem wdzięczna za spotkanie wspaniałych kapłanów i sióstr zakonnych z różnych krajów. To było naprawdę błogosławieństwem. Miałam okazję porozmawiać z siostrą Magdaleną z Tunezji, która pracuje w kraju muzułmańskim. Rozmawiałam z ks. Osvaldo, który pracuje w Meksyku czy ks. Mike’m z Nowego Jorku. Rozmowy z Salezjanami Współpracownikami i Byłymi Wychowankami też było ubogacające. Naprawdę czuło się ducha rodziny salezjańskiej. Także możliwość rozmowy z księdzem Generałem była czymś niesamowitym. Miał w sobie tyle ciepła i cierpliwości. Potrafił znaleźć czas dla każdego. Obserwowałam ludzi, jak reagowali, byli szczęśliwi. Naprawdę miało się wrażenie, że jest z nami ksiądz Bosko. Cieszę się, że mogłam pomodlić się kilka razy przy relikwiach księdza Bosko. Myślę, że na następnym spotkaniu powinno być trochę więcej wolnego czasu i czasu na modlitwę. Trzeba przyznać, że te dni były bardzo intensywne i czasami długość pewnych punktów stawała się po pewnym czasie trochę nużąca. Za to rewelacyjne było wyjście do kościoła św. Franciszka z Asyżu z ks. Enrico. Jego opowieści o księdzu Bosko były fascynujące. Wspaniale byłoby wrócić za rok i posłuchać kolejnych opowieści. Bycie na Valdocco było błogosławieństwem, to miejsce dobre dla serca i duszy. Myślę, że ks. Bosko był zadowolony widząc tylu członków rodziny salezjańskiej w jednym miejscu, zjednoczonych w Chrystusie. Wracam do tych dni, do tego, co przeczytałam, usłyszałam. To naprawdę było wyróżnienie – ta możliwość uczestniczenia w tych dniach. Znajoma w pracy po moim powrocie i opowieści stwierdziła, że „unoszę się nad ziemią”. Bo naprawdę był niesamowity czas. Mam nadzieję, że radość z tego rodzinnego, salezjańskiego spotkania pozostanie na dłużej.

Zrzut-ekranu-2-3

3. Marta Budzeń, Salezjanka Współpracownica, prowincja wrocławska:

To mój drugi udział w Dniach Duchowości Salezjańskiej. Z każdą kolejną wizytą w Turynie utwierdzam się w przekonaniu, że to właśnie w tym mieście, na Valdocco, bije serce Rodziny Salezjańskiej. Dzięki takim spotkaniom na nowo odkrywam księdza Bosko, jego wrażliwość i ofiarne serce. Czasy, w których żył ksiądz Bosko wbrew pozorom nie różniły się od obecnych. Ubóstwo duchowe, moralne, materialne. Ksiądz Bosko skupił swoją uwagę i działania na chłopcach szukających pracy i poprawy swojego bytu, chłopców biednych i opuszczonych. Stworzył dla nich dom, dał im pracę, zajął się ich edukacją. Dziś młodzi nie mają oparcia w najbliższych, nie radzą sobie z emocjami i w relacjach z rówieśnikami. Dzisiejsze statystyki wskazują na rosnącą liczbę samobójstw wśród dzieci i młodzieży. To ich niemy krzyk wobec braku zainteresowania ze strony dorosłych. Ksiądz Bosko obdarowywał chłopców sobą, poświęcał im swój czas, oddał im swoje życie. W nim mogli odnaleźć ojca, nauczyciela i przyjaciela. Ten duch salezjański panuje na Valdocco do dziś. Dlaczego to miejsce tak przyciąga? Valdocco jest przepełnione miłością księdza Bosko i tych, którzy przy nim wyrośli na świętych, jak np. Dominik Savio. Jest to niezwykłe miejsce. Salezjanie, Salezjanki, Salezjanie Współpracownicy, byli wychowankowie, ochotniczki ks. Bosko i pozostali członkowie Rodziny Salezjańskiej w jednym miejscu blisko matki - Maryi Wspomożycielki Wiernych. Wszyscy zgromadzeni w jednym celu: by znaleźć drogę do serca młodego człowieka, by pomóc mu iść przez życie. Z takiego miejsca czerpie się miłość garściami. Chce się nią napełniać bezustannie. Ta miłość przyciąga, ta miłość otwiera na drugiego człowieka. Tą miłością człowiek chce się dzielić.
Tematem przewodnim tegorocznych Dni Duchowości Salezjańskiej było hasło „Dobrzy chrześcijanie i uczciwi obywatele”. Ksiądz Generał w Wiązance na 2020 rok wskazał, że „Ksiądz Bosko chce, aby młodzi byli szczęśliwi. Teraz i w wieczności. Oznacza to celebrację życia w chwili, w której wydaje się, że nie ma żadnego powodu do świętowania”. Następca ks. Bosko zachęca do przebudzenia. Mamy wierzyć w Pana i pozwolić się prowadzić Duchowi. Mamy uczynić własne życie wiary orędziem dla innych, bo to najcenniejszy dar, jakim możemy siebie nawzajem obdarować. Mamy słuchać tego, co mówi do nas Bóg. Mamy być prawdziwymi wychowawcami żyjącymi salezjańską duchowością. Mamy wychowywać do zaangażowania społecznego i politycznego. Mamy być wolni od korupcji, wrażliwi i współodpowiedzialni w zmieniającym się świecie i mamy troszczyć się o „wspólny dom”, broniąc praw człowieka, zwłaszcza nieletnich. Co ja mogę uczynić w tej sprawie? Przede wszystkim mogę być lepszym człowiekiem. Mogę pracować uczciwie i rzetelnie wykonywać swoje obowiązki. Mogę stawać w obronie najsłabszych, bronić tych, którzy sami bronić się nie mogą bądź nie potrafią. Mogę wspierać ubogich i pomagać w wychowywaniu młodzieży pracując w oratorium. A to wszystko mogę czynić za sprawą jednego człowieka, księdza Bosko, który odpowiedział na głos Pana.

Więcej na temat tego, co działo się w Turynie można również przeczytać na stronie Gościa Niedzielnego: https://www.gosc.pl/doc/6119763.Jak-w-dzisiejszym-w-swiecie-byc-dobrym-chrzescijaninem-i