Z początkiem września, jak co roku, setki studentów przyjechało do Białego Dunajca. Piękna, malownicza wioska u podnóża Tatr na dwa tygodnie zamieniła się w istny studencki kampus.

DSC_0647

2 września wieczorem wszyscy zgromadzili się w malutkim górskim kościółku, by wspólnie z Panem Bogiem oficjalnie rozpocząć XXXVI Obóz Adaptacyjny Duszpasterstw Akademickich Wrocławia i Opola. Na wielu okolicznych góralskich chatkach ujrzeć można było dumnie powiewające flagi – symbole poszczególnych wspólnot. W sąsiedztwie „Maciejówki” i słynnych „Wawrzynów” niezwykle dostojnie prezentowała się chata salezjańskiego MOSTu.

DSC_0717-1

Kilkadziesiąt młodych osób zdecydowało się przeżyć jedne z ostatnich dni swoich wakacji w salezjańskim duchu, spędzając czas niezwykle radośnie. MOSTowa kadra z niezwykłą starannością zatroszczyła się o to, aby każdy uczestnik poczuł się jak w jednej, kochającej się rodzinie. Codzienne górskie wędrówki i towarzyszące im rozmowy, ale i wspólne pokonywanie własnych słabości – to bez wątpienia było początkiem wielu wspaniałych przyjaźni. Spędzony razem czas mijał zarówno na modlitwie, spacerach, grach, jak i zmywaniu setek brudnych talerzy.

DSC_0926

Dyżur, pod czujnym okiem niezastąpionych kuchennych, wkładał całe swoje serce, by z samego rana każdy mógł przed wyjściem na trasę zasmakować w znakomitej kanapeczce. Kuchenne natomiast pilnowały, by śniadanie było pełne witamin i składników odżywczych, a studenci mieli siłę na całodzienne wędrówki, toteż każda kanapeczka musiała zawierać choćby jeden krążek… cebuli. Od pasztetu aż po dżem – wszyscy MOSTowiacy pogodzili się z faktem wszechobecnej cebuli.

DSC_0260

Wycieczki, wcześniej dokładnie zaplanowane przez turystycznych, mijały we wspaniałej, sympatycznej atmosferze. Nawet uczestnik nieprzepadający za chodzeniem po górach z chęcią zapisywał się na tatrzańskie trasy. Piękne górskie słońce, zapierające dech w piersiach widoki i wszechobecny MOST – w takich okolicznościach zapomina się o trudach szlaku i z przyjemnością sięga po kanapkę i choćby malutki plasterek cebuli. Po takim zastrzyku energii, niczym tatrzańskie kozice, studenci wracali do chatki, prosto na przepyszny obiadek przygotowany przez nieoceniony dyżur. Wieczorami znalazł się czas na wspólną rozmowę, muzykowanie, gry czy po prostu zwykłą, ludzką obecność. W ciągu dnia zawsze znalazła się chwila, by zajrzeć do MOSTowej kaplicy. Na chwilę wyciszyć się i pobyć sam na sam z Najwyższym.

DSC_0178

Dwa bardzo intensywne tygodnie minęły niesamowicie szybko! Dopiero co było pakowanie na wyjazd, a już nadszedł czas pożegnań... Pożegnań pełnych wzruszeń i łez... Osobiście wybierałam się na ten obóz pełna niepokoju i obaw przed nowym i nieznanym. Wróciłam bogatsza o nowe doświadczenia, z mnóstwem nowych przyjaciół i już odliczam dni do przyszłorocznego obozu!