Moja przygoda zaczęła się od przejazdu autokarem, który zawiózł nas prosto na miejsce. Już tam poznałam kilka osób z różnych duszpasterstw, więc integracja zaczęła się od pierwszych minut i trwała przez cały wyjazd.

Nie zapomnę tej chwili, gdy po przyjeździe na miejsce jeden chłopak z mojej chatki złapał za walizkę i pomógł mi ją przetransportować na miejsce. Już wtedy doświadczyłam ciepła i pomocy od mostowiaków, a takich chwil jak ta było mnóstwo.

IMG_7069-2

W naszej chacie czekała na nas kadra razem z duszpasterzem. Są to osoby, które przyjechały wcześniej. Przygotowały atrakcje, trasy w góry, zaopatrzyły kuchnię, udekorowały chatę, postarały się, żeby niczego nam nie zabrakło. Można wymieniać długo, co dla nas zrobili, jak bardzo się postarali, abyśmy nie zapomnieli tego obozu do końca życia.

IMG_5325-2

Przez pierwsze dni były zabawy integracyjne, żeby zapamiętać swoje imiona, co nie było takie łatwe. Nasza chata liczyła około 70 osób, a liczba stale się zmieniała, bo przyjeżdżali do nas w drugim tygodniu albo na weekend. Codziennie działo się coś nowego i każdy dzień uczył mnie jak otwierać serce na drugą osobę. Nie raz słyszałam, że najlepiej rozmawia się w górach i to prawda! Na szlaku poprzez rozmowę zbliżyłam się do wielu osób słuchając, co dana osoba czuje, jaką ma rodzinę, zainteresowania, stare miłości i plany na życie. Zobaczyłam, że każdy jest inny, ale na swój sposób wyjątkowy. W Białym Dunajcu poczułam, że wszyscy mamy wspólny cel i tworzymy rodzinę. Jadąc na obóz nie znałam nikogo, a teraz jest wiele osób, z którymi chcę tworzyć przyjaźnie na całe życie. Gdy szliśmy w góry, robiliśmy wspólnie kanapki, a jedzenie poprzedzaliśmy śpiewem, dziękując Bogu. Takich chwil się nie zapomina, gdy osoba wyciąga z plecaka czekoladę czy wafelka i łamie na małe kawałki, dzieląc się z innymi. Po górach jedliśmy obiad i szliśmy na Mszę. Czasami mieliśmy Msze chatkowe w górach lub na miejscu. To był dla mnie niezwykły czas, gdy serce rozrywało się na małe kawałeczki, a miłość, którą dostawałam napierała na mnie z każdej strony.

IMG_7068-2

Msze w białodunajeckim kościele, który był wypełniony po brzegi studentami, były już nieodłączną częścią dnia. Gdy ponad 700 studentów zaczyna śpiewać, zapiera dech w piersiach. Jednak najbardziej zapamiętałam naszą Mszę chatkową w Dolinie Pięciu Stawów. Na wielkim kamieniu, który był naszym ołtarzem, na trawie zamiast ławek, pod gołym niebem, na polanie pośród skał. Przed oczami mam ten widok, gdy wszyscy łączymy się z Bogiem, a za nami i przed nami piętrzą się ogromne góry. Nie mogłam przestać płakać, uświadamiając sobie, że już nigdy nie będę sama, dzięki Bogu i osobom, które mnie otaczały.

Kolejną możliwością zebrania się wszystkich w jednym miejscu były nasze wieczorki. Codziennie było słówko, które przygotowywała kadra, dzieląc się swoimi przeżyciami z poprzednich lat lub radami na kolejne dni w Białym Dunajcu. Później była wspólna modlitwa i błogosławieństwo na noc, które prowadził nasz duszpasterz – ks. Grzegorz. Ksiądz był ciągle przy nas chętny do pomocy, rozmów i spowiedzi. Jedne z najpiękniejszych chwil, jakie przeżyłam na obozie, to rozmowy w górach lub nad rzeką z naszym przewodnikiem duchowym. Warto przyjechać na Biały Dunajec, by doświadczyć tego żywego Kościoła, tworzonego przez młodych ludzi pełnych pasji i miłości. Dzięki nim mogłam pograć na wiolonczeli; nie spodziewałam się, że kiedyś spróbuję. Mogłam pograć na ukulele na Zawracie – na wysokości 2159 m.n.p.m. Mogłam stworzyć żywe szachy, kręcąc przy tym filmik na festiwal oraz przejść po drabince na Orlej Perci, co było moim marzeniem od samego przyjazdu. Mogłam grać w mafię do 2 w nocy, czy śpiewać razem z innymi duszpasterstwami w furtoku przy akompaniamencie skrzypiec i gitary. Mogłam brać udział w biegu otrzęsinowym, gdzie wykonywaliśmy różne zadania, zdobywając punkty. Mogłam tańczyć do późna, a rano wychodzić znów w góry. Mogłam dla odpoczynku pojechać na termy i cieszyć się piękną panoramą Tatr oraz stworzyć zespół i grać razem na turnieju siatkarskim. Mogłam wspólnie gotować i sprzątać, co jeszcze bardziej nas integrowało.

IMG_5559-2

Życzę każdemu takiej dawki energii, jaką uzyskałam po Białym Dunajcu. Już nie mogę się doczekać, żeby wszystkich znów zobaczyć i mocno uściskać. Już teraz wiem, że każdy kolejny rok bez obozu duszpasterstw będzie stracony.